close

  • Polsce – służyć, Europę – tworzyć, Świat – rozumieć

     

  • WSPÓŁPRACA DWUSTRONNA

  • Pomimo powszechnego przekonania, że stosunki polsko-słoweńskie nie mają długiej tradycji, w istocie wzajemne przenikanie się wpływów kulturalnych, gospodarczych i politycznych trwa już od kilkuset lat.

     

    Pierwsze ślady kontaktów politycznych można odnaleźć we wczesnym średniowieczu - Bolesław Śmiały po wygnaniu z kraju miał przebywać wśród Słoweńców, wywodzący się z Piastów śląskich książę żagański Konrad II był przez pewien czas patriarchą akwilejskim, a Anna Cylejska (1380-1416), która w 1402 została królową Polski, poślubiając Władysława Jagiełłę, była córką hrabiego słoweńskiego miasta Celje, Wilhelma Cylejskiego. Królowa, znana w Słowenii jako „Anna Polska” spoczywa w jednej z najsławniejszych nekropolii naszego kraju, w Katedrze Wawelskiej w Krakowie.

     

    O związku A. Cylejskiej i W. Jagiełły przypomina m.in. herb państwowy Republiki Słowenii, zawierający trzy żółte gwiazdy, które patronowały przed wiekami księżniczce Annie w herbie rodowym hrabiów cylejskich.

     

    Ziemie współczesnej Słowenii pojawiają się na kartach polskiej historii już na początku XIII wieku za sprawą Kroniki Polskiej mistrza Wincentego Kadłubka. Autor ten wywodzi pochodzenie Kraka, władcy Krakowa z celtyckiej Karyntii. Co więcej, przywołuje opis wyboru tego władcy podczas uroczystego wiecu, co jest łudząco podobne do demokratycznej procedury wyboru słowiańskich władców Karantanii w austriackim dziś Karnburgu.

     

    Istnieją przesłanki, oparte na legendach i podaniach, że Krak rzeczywiście był jednym z władców celtyckich, który przybył z Karyntii na ziemie polskie. Świadczyć o tym ma chociażby typowo celtycka symbolika samej Lublany. Przekaz o smoku (tradycyjnym symbolu krajów celtyckich, widniejącym np. w herbie Walii) pojawia się w micie o założeniu stolicy Słowenii i jest podobny do podania o Smoku Wawelskim. Podobnie ma się rzecz z krukiem, który był dla Celtów ptakiem świętym. Kruk według Kadłubka miał dać imię księciu Krakowi i nazwę samemu Krakowowi. Nie jest wiec chyba tylko przypadkiem, że południowa dzielnica Lublany nazywa się Krakovo (Kraków).

     

    Szczególnie żywy i bezpośredni charakter przybrały kontakty polsko-słoweńskie po trzecim rozbiorze Polski. Przejawiało się to przede wszystkim w silnym oddziaływaniu polskiej twórczości naukowej i literackiej na środowiska słoweńskich intelektualistów w okresie budzenia się świadomości narodowej u wielu ludów Europy. Polski filolog Andrzej Kucharski (1795-1862) jako pierwszy miał udowodnić, że Słoweńcy to samodzielny naród słowiański, czym przyczynił się do budowy ich tożsamości narodowej. W 1823 roku, prowadząc katedrę „dialektów słowiańskich” na Uniwersytecie Warszawskim, wyjechał w podróż naukową do krajów słowiańskich, która – planowana początkowo na trzy lata - przeciągnęła się aż do roku 1830. Będąc w Słowenii badał dialekty słoweńskie i właśnie wtedy, na podstawie zebranego materiału lingwistycznego oraz wyników badań stosunków kulturalnych, ekonomicznych i politycznych miał dojść do przekonania, że Słoweńcy są odrębnym narodem słowiańskim (wcześniej uważano ich za chorwackich górali).

     

    Jednym z Polaków najbardziej zasłużonych dla kultury słoweńskiej był Emil Korytko (1813–39). Po dwuletnim pobycie w austriackim więzieniu śledczym za rozpowszechnianie Mickiewiczowskich Ksiąg Narodu Polskiego i Pielgrzymstwa Polskiego, został wraz z Bogusławem Horodyńskim (działaczem niepodległościowym i powstańcem listopadowym) w styczniu 1837 r. karnie zesłany do Lublany, położonej w odległej od Galicji prowincji Monarchii Habsburskiej. Emil Korytko, jako etnograf z ówczesnej szkoły lwowskiej poświęcił wszystkie swoje siły Słoweńcom, kolekcjonując i wydając słoweńskie pieśni ludowe. Zaprzyjaźnił się z najwybitniejszym poetą słoweńskim Francem Prešernem, uczył Słoweńców języka polskiego i zaznajamiał ich z naszą kulturą.

     

    Korytko zaczął przekonywać Słoweńców do zachowania swojego rodzimego dziedzictwa literackiego, a jako etnograf poświęcił się zbieraniu ludowych pieśni słoweńskich i dzięki wydaniu ich w zbiorze "Slovenske pesni kranjskega naroda" (1839-44) wszedł do grona najwybitniejszych twórców kultury słoweńskiej. Co więcej, zgromadzone przez niego zbiory etnograficzne przyczyniły się do powołania osobnego działu strojów ludowych w lublańskim “Rudolphinum”.

     

     

    Po śmierci w 1839 r., jako jeden z czołowych krzewicieli i propagatorów słoweńskiej kultury narodowej, został pochowany na cmentarzu Narje w Lublanie wśród wielu zasłużonych dla Słowenii osobistości. Jego nazwisko nosi także jedna z ulic w centrum miasta, a o dokonaniach Korytki uczą się obowiązkowo studenci filologii słoweńskiej.

     

    Szczególną rolę odgrywają wspólne dla obu narodów wydarzenia historyczne, sprzyjające pielęgnowaniu wspomnień o polsko-słoweńskim braterstwie broni. Galicja i większość terytorium dzisiejszej Słowenii należały niegdyś do Cesarstwa austro-węgierskiego, a pochodzący z nich żołnierze walczyli w mundurach tej samej armii na wszystkich frontach I wojny światowej. W niezwykle krwawych walkach na tzw. froncie nad Soczą (wł. Isonzo, o którym pisał E.Hemingway w swoim „Pożegnaniu z bronią”) udział brały jednostki rekrutowane w Galicji, w tym m.in. 57 tarnowski pułk piechoty.

     

    Jednocześnie, co jest faktem bardzo mało znanym, właśnie front nad Soczą był kuźnią późniejszych polskich kadr wojskowych i miejscem, gdzie oficerskie umiejętności doskonaliło wielu przyszłych wybitnych generałów WP, m.in. Stanisław Maczek (skierowany na front soczański w 1915 r. jako dowódca specjalnego szturmowego oddziału alpinistów-narciarzy), Franciszek Latinik (podczas ostatniej bitwy nad Soczą dowódca brygady w stopniu pułkownika i uczestnik zwycięskiej ofensywy sił austro-węgierskich), a także późniejszy twórca polskich jednostek spadochronowych Stanisław Sosabowski oraz legendarny generał „Nil” - August Emil Fieldorf.

     

    Również na obszarze dzisiejszej Polski, na tzw. froncie galicyjskim walczyli Słoweńcy powołani do armii austro-węgierskiej (m.in. słynny 17 pułk „Kranjskich Janezów”). O ich ofiarności świadczą m.in. liczne miejsca pochówków, które  odnajdujemy przede wszystkim w południowo-wschodniej części naszego kraju.

     

    Te tradycje znalazły kontynuację podczas II wojny światowej, tym razem w walce przeciwko wspólnemu wrogowi. Na terenie okupowanej przez Niemców Słowenii, w ramach partyzantki jugosłowiańskiej, sformowano na początku 1945 roku polską kompanię im. „Starego”, złożoną z b. więźniów, zbiegłych z filii hitlerowskiego obozu koncentracyjnego Mauthausen w Loibl Pass. Pojedynczy Polacy bili się o wolność Słowenii już wcześniej, praktycznie od chwili utworzenia miejscowego ruchu oporu. Najbardziej znany spośród nich jest Tadeusz Sadowski ps. Tomo, który uciekł z robót przymusowych w Rzeszy i przyłączył się do tutejszych partyzantów. Wkrótce wykazał się talentem zwiadowczym i legendarną wręcz odwagą. Do najgłośniejszych operacji partyzanckich, którymi dowodził Tomo Sadowski, należały wysadzenie w powietrze kopalni rtęci w Idriji oraz składów paliwa lotniczego w Jaskini Postojna, a także akcja sabotażowa na stacji kolejowej Solkan. Niestety, Tadeuszowi Sadowskiemu nie było dane powrócić do Ojczyzny - poległ w kwietniu 1944 r. podczas ataku na niemieckie umocnienia nad rzeką Sorą. Jego pamięć otoczona jest w Słowenii wielkim szacunkiem, a imię Toma nosi jedna ze szkół znajdująca się w pobliżu miejsca jego bohaterskiej śmierci.

     

    W 2016 r. roku, z inicjatywy Ambasady, odsłonięty został pamiątkowy obelisk przy zamkniętym obecnie bocznym wejściu do jaskini Postojna, gdzie akcję dywersyjną rozpoczęli dowodzeni przez T.Sadowskiego partyzanci. Wydarzenie honorowym patronatem objął Prezydent Republiki Słowenii Borut Pahor, który osobiście wziął udział w uroczystości.

     

    Słoweńców do Polaków zbliżyła także osoba „polskiego” papieża Jana Pawła II. Karol Wojtyła kilkakrotnie odwiedził Słowenię, a podczas wizyty w 1996 roku uczcił 1250. rocznicę chrystianizacji Słowenii oraz 1000-lecie powstania najstarszego religijnego dokumentu w języku słoweńskim.

     

    Jan Paweł II uważany jest przez wielu Słoweńców również za „syna ich narodu”.

     

    Słowenia to także obowiązkowe miejsce na mapie dla wszystkich miłośników sportów zimowych. Co roku do Planicy przyjeżdżają tysiące Polaków. Planica to światowe wydarzenie sportowe, słoweński fenomen kulturowo-społeczny, który zawsze gromadzi tłumy miejscowych kibiców i który ma niebagatelne znaczenie także dla historii polskiego sporty. Jest symbolem licznych triumfów i zakończenia sportowej kariery Adama Małysza, którego historii poświęcono część stałej wystawy w muzeum poświęconemu historii tutejszej skoczni. Warto jednocześnie przypomnieć, że najdłużej utrzymywany rekord świata w długości skoku narciarskiego, pobity właśnie w Planicy, przez 7 lat należał do Polaka – Piotra Fijasa (1987-94).

     

    Sportowa pasja łączy polskich i słoweńskich kibiców, ale wzajemne zainteresowanie nie ogranicza się do skoków narciarskich i rozciąga się również na wiele innych dziedzin. Słoweńscy trenerzy koszykówki wspierali nasze zespoły, a tutejszym miłośnikom sportu Polska coraz częściej kojarzy się jako miejsce, gdzie organizowane są ważne, atrakcyjne wydarzenia kulturalno-sportowe (EURO2012, EHF EURO2016). Zasłużoną sławą cieszy się w Polsce słoweński reżyser Mitja Okorn, który zafascynowany naszym krajem na stałe osiadł nad Wisłą, a jego filmy od lat przyciągają do kin w Polsce i w Słowenii rzesze widzów. Bardzo licznie Słoweńcy byli reprezentowani podczas Światowych Dni Młodzieży w 2016 r., zarówno jako pielgrzymi, jak i wśród pomagających organizatorom wolontariuszy.

     

    Polska jest jednym z czołowych partnerów handlowych Słowenii, a bliska współpraca gospodarcza łączy nasze kraje już od lat 70. XX w. Liczne słoweńskie marki (Krka, Gorenje) mają nad Wisłą ugruntowaną renomę. Dla naszych firm Słowenia jest jeszcze nie do końca dobrze rozpoznanym rynkiem, a dodatkowymi utrudnieniami są m.in. słaba rozpoznawalność polskich marek, nawet tych dobrze znanych w UE oraz odziedziczone po byłej Jugosławii negatywne stereotypy i uprzedzenia wobec naszego kraju, których jednak jest już na szczęście coraz mniej. Również polscy inwestorzy stopniowo odkrywają Słowenię, a największe dotychczas zaangażowanie polskiego kapitału odnotowano w 2016 roku.

     

    Stale wzrasta wymiana turystyczna – dla Polaków Słowenia przestaje być tylko punktem tranzytowym na drodze do Chorwacji lub do Włoch, zaś na mapie słoweńskich podróży do Polski, poza najlepiej znanym Krakowem, coraz częściej pojawiają się również inne miejsca – Warszawa, Łódź, Poznań, Dolny Śląsk z Wrocławiem, góry i pojezierza.

     

    I to właśnie rosnąca intensywność bezpośrednich kontaktów obywateli naszych krajów stanowi o sile partnerstwa Polski i Słowenii, odpowiedzialnych członków UE i NATO, świadomych swojej roli we współczesnej Europie i z dumą pielęgnujących unikatowe dziedzictwo, które przez stulecia kształtowało się między Adriatykiem i Morzem Bałtyckim.

     

    Lublana, 15 lutego 2017 r.

    Drukuj Drukuj Podziel się treścią: